Zima ma podobno jeszcze wrócić, więc tak jak obiecałam wam, dziś coś z pogranicza fantasy.
Wygląda to jak jakieś ujęcie z animowanego filmu Disneya, prawda? To aż dziwne, że jeszcze w żadnym filmie tej wytwórni nie było takiego ujęcia. Ale tam co tam Disney, czemu takiego planu nie było jeszcze w jakiejkolwiek komedii romantycznej.
Chodź można w to wątpić to są one absolutnie prawdziwe - całe pole takich kwiatów z lodu powstaje, gdy wszelkie chropowatości w tafli lodu zaczynają reakcję łańcuchową gwałtownego rozrostu. Każda taka nierówność zaczyna rosnąć pionowo w górę - na skutek gromadzenia się kolejnych warstw śniegu lub pyłu lodowego. Na pionowych, zimnych stalagmitach osiada coraz więcej pyłu, który podróżuje w powietrzu, formując różnorakie kształty - aż całe poletko będzie usiane taką pełną romantyzmu śnieżnobiałą "roślinnością".
Powyżej mamy właśnie zdjęcie takich kwiatów, jakie „rosną” na wodzie. Oczywiście, nie są to kwiaty, tylko rzeźby lodowe, które tworzą się na granicy wody i powietrza. Kryształek po kryształku, para wodna zamienia się w lód, tworząc delikatne, pierzaste wici, które czasem mogą mieć ładnych kilkanaście centymetrów wysokości, jak gigantyczne płatki śniegu. A wtedy morze rozkwita, prawie dosłownie. Przyznam szczerze, że to moje ulubione zjawisko, jest tak niezwykłe. Z jednej strony tak kruche i ulotne, z drugiej tak niepowtarzalne i magiczne. Myślę, że to przykład piękna doskonałego, bo czy ktoś chciał, żeby te kwiaty wyglądały inaczej? Mam nadzieję, że zdążę je jeszcze zobaczyć zanim przestanie się tworzyć z powodu ciągłych zmian temperatury.


