czwartek

Wpływ zmian klimatu na ryby w Bałtyku

Witajcie, mam nadzieję że tęskniliście. Czas na nowy artykuł, tym razem, znów wracamy do Bałtyku. Jednak zanim zaczniemy, muszę wam powiedzieć, że to już ostatni artykuł konkursowy, więc postanowiłam podzielić na dwie części ze względu na długość tekstu. Od razu mogę was uspokoić, że to nie koniec mojego blogowania i będę cały czas dla was szukała różnych ciekawostek, jednak teraz postaram się poszerzyć moje spektrum poszukiwań nie tylko o zjawiska związane z wodą. Ale dość tego mojego nawijania, przejdźmy do artykułu!

Tak więc jak wiecie, albo i nie w wodach polskiej strefy Morza Bałtyckiego żyje ponad 100 różnych gatunków ryb, co stanowi zaledwie ułamek z ponad 28,5 tysiąca opisanych naukowo gatunków współczesnej fauny morskiej.


Warto aby wiedzieć, że w naszych wodach spotykamy znacznie mniej gatunków niż w sąsiednim Morzu Północnym, co wynika z niższego zasolenia Bałtyku, wynoszącego średnio ok. 7‰, ja wiem siedem promili to wydaje się dużo (szczególnie w wydychanym powietrzu), jednak w takim Morzu Śródziemnym zasolenie wynosi około 40‰. Stosunkowo słabe zasolenie Bałtyku powoduje, że niektóre zwierzęta osiągają znacznie mniejsze rozmiary niż te zamieszkujące morza o wyższej mineralizacji, więc takiego mitologicznego "Lewiatana" nawet nie szukajcie, no chyba że wolicie w wersji sklepu. To spoko znajdziecie, zresztą niezły kisiel tam mają. :P Niemniej jednak duże różnice w stopniu zasolenia bałtyckich wód (1-30‰) pozwalają na występowanie w nich różnych grup organizmów, od słodkowodnych do morskich.

Najczęściej spotykaną grupę roślin i zwierząt stanowią gatunki morskie o dużej tolerancji na zmiany zasolenia (np. dorsz, śledź, krewetka), nieco mniej pospolitą gatunki typowo słonawo-wodne (np. podwój, niektóre kiełże). Z kolei wody przybrzeżne i wysłodzone zatoki zamieszkują gatunki słodkowodne (np. okoń, płoć, błotniarka). czyli takie co nawet w zwykłym stawie, możecie hodować.   
Z ryb bytujących w Bałtyku największe znaczenie dla rybołówstwa mają:
·       śledź,
·       dorsz,
·       szprot,
·       płastugi (stornia, gładzica, skarp),
·        ryby wędrowne (łosoś, troć, węgorz),
·        lokalnie poławia się także belonę, węgorzycę, motelę, ostropłetwca, sieję, sielawę i stynkę.

Intensywna eksploatacja zasobów rybnych w Bałtyku rozpoczęła się, już  po II wojnie światowej, a jej maksimum przypadło na lata 70-te i 80-te. Jak się pewnie domyślacie, wystąpiły po tych działaniach dość bolesne konsekwencje.
Dziesięciolecia intensywnych połowów w bałtyckich i europejskich akwenach doprowadziły do dramatycznego spadku liczebności populacji ryb. Co więcej z  prowadzonych współcześnie badań wynika, że 88 wszystkich zbadanych gatunków ryb jest dalej nadmiernie eksploatowanych, a prawie jedną trzecią odławia się powyżej biologicznie bezpiecznego limitu, co zagraża wręcz ich przetrwaniu.

Wymarcie konkretnych przedstawicieli bałtyckiej fauny będzie oznaczało zniknięcie kilku lub nawet jednego z ogniw łańcucha troficznego, może to poważnie naruszyć równowagę biologiczną i spowodować nieodwracalne zmiany, pociągające za sobą wyginięcie kolejnych cennych morskich gatunków.  

Na szczęście europejskie organizacje pozarządowe, w tym Fundacja Nasza Ziemia, zrzeszone w koalicji OCEAN2012 postulują konkretne kroki pozwalające na wdrożenie zrównoważonego rybołówstwa, takie jak:
·       ograniczenie flot połowowych w oparciu o kryteria środowiskowe i społeczne,
·       wykorzystanie funduszy unijnych w celu płynnego przejścia do zarządzania rybołówstwem na zasadach zrównoważonych,
·       uzależnienie dostępu do zasobów ryb i pomocy publicznej dla rybołówstwa od czynników środowiskowych i społecznych,
·       upowszechnienie dostępu do danych dotyczących zasobów rybnych (wielkość połowów i flot rybackich, przestrzeganie przepisów przez kraje UE).

No dobrze organizacje, organizacjami, a czy my możemy jakoś zadbać  o zachowanie zasobów ryb bałtyckich? Prawidłowa odpowiedź brzmi tak! 
A o to krótka instrukcja dla nie domyślnych, (Co? Jak? i Dlaczego?)
  • Pomyśl, jakie ryby najczęściej spożywasz i dowiedz się o nich jak najwięcej.
  • Nie kupuj ryb młodocianych, które nie miały jeszcze szansy osiągnąć dojrzałości i wydać potomstwa. Wymiary ochronne ryb można znaleźć w publikacjach organizacji ekologicznych oraz pytając bezpośrednio rybaków, wędkarzy czy naukowców.
  • Dowiedz się, skąd pochodzi ryba, którą planujesz kupić. Zjadaj te, które pochodzą z nieprzepołowionych akwenów. A o to niestety coraz trudniej. 
  • Pytaj o produkty rybne posiadające ekologiczny certyfikat, np. znak MSC - Rady Certyfikacji Produktów Morza (The Marine Stewardship Council), niezależnej organizacji, która nadaje ekologiczne oznakowania produktom z ryb.
  • Wybieraj RYBY, które nie są zagrożone wyginięciem- ja wiem to logiczne, ale wolałam o tym wspomnieć. ;)

Niektórych gatunków ryb, w tym bałtyckiego dorsza, może w niedalekiej przyszłości po prostu zabraknąć, jeżeli teraz nie nauczymy się, jak korzystać z bogactw naszych jezior i mórz. W Morzu Bałtyckim dorsz jest najbardziej zagrożonym gatunkiem. Szczególnie zagrożone jest wschodnie stado. Jego liczebność jest obecnie najmniejsza w historii.
Gatunki ryb, które nie są zagrożone przełowieniem:
  • czarniak
  • flądra (stornia)
  • karp
  • łosoś hodowlany (norweski)
  • łosoś pacyficzny
  • mintaj
  • okoń
  • omułek jadalny, hodowlany
  • pstrąg tęczowy
  • sandacz pochodzący z wód słodkich
  • szczupak
  • szprot


Mieszkańcy krajów, w których jada się dużo ryb, żyją dłużej i nie chorują na serce. Ale z drugiej strony ryby zawierają szkodliwe substancje takie jak rtęć, ołów i dioksyny. Z badań wynika, że bez obaw możemy jeść ryby hodowane w Polsce - pstrąg i karp. Ryby bałtyckie: dorsz, śledź i łosoś mają więcej dioksyn i powinniśmy ograniczyć ich spożywanie. Więc może skoro, nie aspekt ekologiczny nie może nas przekonać do mniejszego zjadania rym morskich, to może zrobi to odwołanie się do naszego zdrowia. Mam nadzieję, że ten artykuł pozwoli wam pomyśleć o naszym morzu, kiedy następnym razem będziecie  się w sklepie zastanawiać jaką rybę wybrać na obiad. :)

Sara i Ania 

Share:

wtorek

Fale na niebie czyli dziwne zawijasy z obrazu

 Wielkie fale na niebie czy to możliwe? Pewnie, jak je sobie narysujesz albo naturze się znudzi patrzenie na zwykłe niebo i stworzy własne fale na niebie. Chmurki te zwą się wtedy chmurami Kelvina-Helmholtza, występują stosunkowo rzadko, a za ich nietypowym kształtem czai się kawałek interesującej fizyki. Jest na to jakiś ważny wzór i wiele naukowych pojęć do tego ale ja wam to wytłumaczę, tak jak ja rozumiem to zjawisko.



Aby chmury Kelvina-Helmholtza powstały, potrzebne są dwie warstwy powietrza o różnej gęstości, czyli cieplejsza i chłodniejsza. Ale to nie wszystko , ponieważ te masy powietrza muszą poruszać tak, aby górna płynęła z inną szybkością niż dolna.



Teraz jeżeli w okolicy tych zawirowań znajdzie się trochę skroplonej pary wodnej, powstanie tam „pofalowana” chmura, dla której odległość wirów, czyli tych kreskówkowych fal, zależna jest od różnicy prędkości i gęstości sąsiadujących ze sobą warstw powietrza.



Co ciekawe powstawanie chmur Kelvina-Helmholtza jest dla pilotów ważnym wskaźnikiem niestabilności w atmosferze, będących sygnałem możliwości wystąpienia turbulencji.




Zjawisko powstawania spontanicznych zawirowań na granicy dwóch płynów jest dosyć powszechne i zostało zaobserwowane również dla warstw gazów na Jowiszu i Saturnie, jak również głęboko w oceanach, gdzie na granicy prądów morskich spotykają się wody o różnym zasoleniu.


 Potoczna nazwa tych obłoków to „chmury van Gogha”. Wielu ekspertów sztuki uważa, że to właśnie takie zjawisko pogodowe zainspirowało artystę do namalowania arcydzieła „Gwiaździsta noc".


Życzę wam wszystkim wielu spektakularnych obserwacji chmur Kelvina-Helmholtza, ponieważ to zjawisko już nie raz było widziane na terenie Polski. Tak więc warto czasem zadrzeć głowę nieco do góry.

Share:

Lodowe kominy


Zimno na dworze to i zimowe artykuły. Tym razem nie będzie inaczej bo czas na lodowe kominy, Gdzie najwyraźniej wielki, przedwieczny olbrzym, którego wielkie ciało uformowało Antarktydę w końcu się budził, z resztą tak jak to zostało przepowiedziane przez wielkiego „Dżu Dżu” gdzieś na dnie morza. Aby nieco ogrzać swe zastałe gnaty, postanowił w swej jamie trochę napalić i zrobić małą wentylację żeby się w tej swojej jamie nie zadusić.
Co prawda te „cosie” wyglądają jak czyjeś domy jednak są to tak naprawdę lodowe "kominy/kratery" wulkaniczne. Powstają przez szczeliny w grubej pokrywie lodowej, dzięki którym para wodna przedostaje się ze znajdujących się hen,  hen głęboko pod lodem wulkanów na zewnątrz. Temperatura chłodzi wychodzącą parę do tego stopnia, że tworzy się z niej szron. Taki szron latami kumuluje się, warstwa po warstwie, aż zostanie utworzony gigantyczny 20 metrowy komin wystrzeliwujący gorące powietrze na arktyczne pustkowia.


Lodowe wieże na Antarktydzie są o tyle unikalne, że temperatura powietrza nie spada w nim nigdy poniżej zera. Para wodna emitowana z gazów wulkanicznych zamarza, dzięki czemu wieże wciąż rosną i zmieniają kształt.


 Teraz już wiecie co to jest, bo wiecie skąd się bierze, ale gdybyście nie wiedzieli i byli podróżnikami, przemierzającymi lodowy płaskowyż, prawdopodobnie stwierdzilibyście, że właśnie widzicie legowisko Eskimosa - Giganta, który właśnie pichci sobie jakiś obiad.
Share:

Teorie spiskowe natury- chmuro-tęcze

Korzystając czasu wolnego jaki mi został i zaciekawiona pewnym zjawiskiem atmosferycznym postanowiłam moimi poszukiwaniami na jego temat podzielić się z wami w tym artykule. Tak więc buszując ostatnio w necie miałam tą szczególną okazję trafić na pewną prężnie działającą randomową stronę poświęconą znanej, kultowej już marce firmy Hasbro -My Little Pony. Nie chcę się tu rozwodzić nad tym dlaczego kucyki znalazły tak wiele fanów i to nie tylko wśród dzieci, ale przyjrzeć się wykreowanemu światu, który jest prawie tak słodki jak ten z Troskliwych Misiów. Pewnie zastanawiacie się teraz, jaki związek mają sweetaśne kucyki z tytułem artykułu?
No właśnie do tego zmierzam. Czy zauważyliście kiedykolwiek, że wszystkie te cukierkowe światy mają jedną wspólną cechę? Chodzi mi o kolorowe obłoki na niebie gdzieś w tle wydarzeń w serialu. Prawdopodobnie zauważyliście, ale pomijaliście to, no bo kto się przejmuje jakimiś tam obłoczkami w czasie filmu.  Jednak co jeśli jesteś świadkiem takiego zjawiska w naturze i potem próbujesz je wytłumaczyć komukolwiek? Prawdopodobnie zostaniesz posądzony o spożywanie ciężkich narkotyków. Pytanie teraz co brali twórcy wymyślając tak dziwne połączenie. Odpowiedź jest prosta, prawdopodobnie nic. Natura sama postarała się o natchnienie dla nich, dając im chmuro-tęczę bardziej znaną pod angielską nazwą fire rainbow. 
Coooo kolorowe chmury? Czy to nie są jakieś tajemnicze zaklęcia, UFO albo koniec świata? Na szczęście nie, samo zjawisko nie jest niczym niezwykłym i powstaje kiedy położone na ogromnej wysokości chmury Cirrus zawierają w sobie niewielkie kryształki lodu za to w odpowiednio dużej ilości. Gdy przepuszczone przez nie jest światło pod odpowiednim kątem ( minimum 60 stopni), niebo zaczyna przybierać odcienie przypominające te, które powstają, gdy przyłoży się wielki magnes do monitora (najlepiej spróbować na czyimś). ;D

To zjawisko, może nie aż tak spektakularne jak potrafi być można było podziwiać ostatnio na przykład w maju nad Japonią. Zresztą w tym samym dniu mieszkańcy tego kraju mogli zobaczyć, także słoneczne halo. 

Jak wam się podobają ogniste chmury, a może znacie na ich temat jakąś teorię spiskową, chętnie przeczytam je w komentarzach. ;)  



Share:

Teorie spiskowe natury-Piękne, tajemne kręgi




Kręgi- tajemnicze koła gdzieś na dużej przestrzeni nie mające racji bytu, a jednak kryjące w sobie niepewność, mistycyzm i tym podobne rzeczy. Od lat jeden z głównych pokarmów wszystkich fanów teorii spiskowych, kojarzących tą bryłę, (najczęściej wydeptaną w zborzu) z rzekomymi informacjami przekazywanymi od kosmitów dla ludzi. Motyw tak często wykorzystywany był w wielu filmach sf, że jak grzyby po deszczu pojawiło się dużo domorosłych "artystów" twierdzących, że widzieli ufo, które zostawiło im znaki na ich polach. Jednak o ile kręgi na pastwiskach były tworzone głównie przez żartownisiów szukających łatwej sławy, tak tajemnicze kręgi na Oceanie Spokojnym do żartów już nie należą.
Te tajemnicze ozdobne kręgi osiągające średnicę do aż 2 metrów pierwszy raz zauważono dopiero w 1995 roku u wybrzeży południowej Japonii. Ich pochodzenie ku uciesze fanów UFO tworzących na ich temat coraz to dziwniejsze teorie nie było znane aż do 2011 roku kiedy to zafascynowany tym zjawiskiem japoński fotograf Yoji Ookata przyłapał sprawcę jednego z tych dzieł. Artystą okazał się samiec małej rybki z gatunku rozdymkowatych.

Według badaczy to w jaki sposób został wykonany dany okrąg jest bardzo ważne. Samiec przez wiele godzin odciska kształt w piaszczystym dnie za pomocą swoich płetw, a potem według gustu dekoruje kompozycję kamykami i muszelkami. A wszystko to dla samicy od, której zależy wybranie sobie partnera. Jeśli samica uzna samca za właściwego partnera wtedy składa jaja w jego gnieździe.Samiec swoimi ruchami spycha najdelikatniejszy piasek do centralnego punktu kręgu. Po zakończeniu tarła samiec rozdymki przestaje dbać o wygląd okręgu, a po wykluciu jaj nie poczuwa się już do roli ojca i opuszcza gniazdo.
Prawdopodobnie specyficzny rodzaj wzorów na kręgu nie tylko ułatwia samicy wybór partnera, a przede wszystkim zapewnia czynniki niezbędne do wylęgu za co odpowiada odpowiednia cyrkulacja wody w gnieździe utworzona przez rybę. Mimo tych dość przyziemnych argumentów na kształt okręgów patrząc na tak kunsztowny twór aż trudno uwierzyć, że jest ono dziełem niewielkiej rybki. Piękno jego dzieła jest tworem niepowtarzalnym.

Share:

niedziela

Brinicle- czyli czy Dementorzy mogą istnieć?

Brinicle jest swego rodzaju lodową, śmiercionośną macką zagłady, która momentalnie zamraża każde morskie żyjątko, które znajdzie się w zasięgu chłodnej aury podwodnej rzeki zagłady. Co warte zauważenia to zjawisko zostało zauważone dopiero w 2011 roku przez ekipę BBC.

Musicie sobie to koniecznie wyobrazić. Ale aby wam pomóc poznać jak bardzo piękne i jednocześnie mordercze jest owe zjawisko, zaczerpnę kilka podobieństw z dobrze wszystkim znanej kultury masowej. Weźmy na warsztat takiego Harry’ego Pottera, pamiętacie Dementorów z jednej, z jego części? Są to potworne istoty zabijające przez wysysanie energii i roztaczające dokoła siebie śmiertelny chłód. Eh, na pewno kojarzycie. Waśnie tak mi się kojarzą brinicle, jako potwornie przerażające, ale z drugiej strony tak fascynujące twory natury. Ich działanie wygląda jak magiczne zaklęcie rzucone przez złego czarnoksiężnika wprost z oceanicznych głębin.


Powstaje ono, kiedy nowo skrzepnięty lód tworzy wokół siebie solankę, która jest bardziej gęsta niż otaczająca woda morska. Kiedy wspomniana solanka zaczyna opadać - woda, która dostanie się w jej miejsce momentalnie zamarza, powoli tworząc rosnącą w dół lodową kolumnę. Jak tylko odnóże lodu sięgnie dna, tworzy się lodowa ścieżka, która chwyta i zamraża każdą istotę, która stanie jej na drodze.

Zimno atakuje też z dołu. Z powodu wysokiego ciśnienia nawet bardzo przechłodzona woda w głębi nie zmienia się w lód. Kiedy jakieś prądy wypchną ją wyżej, gdzie ciśnienie jest niższe, gwałtownie zamarza. Zwierzęta zostają uwięzione w fantastycznych kryształach lodu, wyglądających jak szklane płaty. Ponieważ lód jest lżejszy od wody, lodowe płatki odrywają się od dna, i niczym trofea unoszą pod sufit z powierzchniowego lodu uwięzione w nich organizmy.

Tak, co by nie mówić Brinicle to swoisty lodowaty dotyk śmierci, który jak wszechmocna siła nie do opanowania, zmrozi wszystko co stanie jej na drodze.

Dziękuje za wszystkie wasze komentarze, opinie i głosy to naprawdę wiele daje i pomaga mi w pisaniu i szukaniu nowych osobliwości. Już trochę ten blog ma, więc wpadłam na genialny pomysł aby zaprosić was do pomocy i w komentarzach na dole czekam na wasze propozycje na kolejny post. Może wiecie o czymś, o czym warto napisać artykuł. :)



Share:

poniedziałek

Lodowe kwiaty

Zima ma podobno jeszcze wrócić, więc tak jak obiecałam wam, dziś coś z pogranicza fantasy. 

Wygląda to jak jakieś ujęcie z animowanego  filmu Disneya,  prawda? To aż dziwne, że jeszcze w żadnym filmie tej wytwórni  nie było takiego ujęcia.  Ale tam co tam Disney, czemu takiego planu nie było jeszcze w jakiejkolwiek komedii romantycznej.  
Chodź można w to wątpić to są one absolutnie prawdziwe - całe pole takich kwiatów z lodu powstaje, gdy wszelkie chropowatości w tafli lodu zaczynają reakcję łańcuchową gwałtownego rozrostu. Każda taka nierówność zaczyna rosnąć pionowo w górę - na skutek gromadzenia się kolejnych warstw śniegu lub pyłu lodowego. Na pionowych, zimnych stalagmitach osiada coraz więcej pyłu, który podróżuje w powietrzu, formując różnorakie kształty - aż całe poletko będzie usiane taką pełną romantyzmu śnieżnobiałą "roślinnością".

Powyżej mamy właśnie zdjęcie takich kwiatów, jakie „rosną” na wodzie. Oczywiście, nie są to kwiaty, tylko rzeźby lodowe, które tworzą się na granicy wody i powietrza.   Kryształek po kryształku, para wodna zamienia się w lód, tworząc delikatne, pierzaste wici, które czasem mogą mieć ładnych kilkanaście centymetrów wysokości, jak gigantyczne płatki śniegu. A wtedy morze rozkwita, prawie dosłownie. Przyznam szczerze, że to moje ulubione zjawisko, jest tak niezwykłe. Z jednej strony tak kruche i ulotne, z drugiej tak niepowtarzalne i magiczne. Myślę, że to przykład piękna doskonałego, bo czy ktoś chciał, żeby te kwiaty wyglądały inaczej? Mam nadzieję, że zdążę je jeszcze zobaczyć zanim przestanie się tworzyć z powodu ciągłych zmian temperatury.

Share:

Wpływ zmian klimatu na ptaki Bałtyku

Luty się kończy, zima trwa więc czas na jakiegoś nadbałtyckiego ptaszka, i bez podtekstów mi tu proszę, bo chodzi mi oczywiście o Mewę. Wydaje się być to oczywiste prawda? W końcu to już sztandarowy przedstawiciel naszego morza. 
Zresztą jak słyszysz mewę, to już wiedz że jesteś blisko Bałtyku. Zawsze działa. Wszystko super, tylko czy tylko mi się wydaje, że te ptaki mają wzrok lepszy od jastrzębia? To nie jest żart, wystarczy zacząć jeść coś na plaży, a tu nagle nie wiadomo skąd dookoła, w pewnej odległości, i na pewno nie przypadkowo krążą mewie sępy. 
Tyle, że w przeciwieństwie do gołębi bywają mniej namolne, jeśli wiecie o co mi chodzi. Mogę im tak tu nawymyślać, marudzić, że mnie czasem denerwują, a i tak lubię te ptaki. Są jak symbol naszego morza  po prostu nie można, nie skojarzyć ich z Bałtykiem.

No dobrze ale, jak by się tak teraz poważnie zastanowić to myśląc o mewie mamy wykreowany jeden obraz jak ten ptak wygląda. Ale czy wiedzieliście, że na polskim wybrzeżu zamieszkuje 7 gatunków mew. Czasem trudno je rozpoznać, bo ich upierzenie zależy od wieku ptaka i pory roku.
W porcie jak i na plaży najczęściej można spotkać Mewę Pospolitą i Śmieszkę. Najpospolitszym gatunkiem "dużych mew" jest mewa srebrzysta i białogłowa.

Ale nie tylko mewy mamy u siebie, na pewno słyszeliście o takich gatunkach jak:

Rybitwy – piekielnie szybkie, ale nieznośnie głośne

Kaczki- te to wszędzie się wcisną, nawet w stawie w parku je znajdziesz.  

Kormorany-  Udało mi się też kiedyś jednego jegomościa spotkać, podobno niechlubnie mówią, że to ptak szkodnik. Żywi się rybami, które chwyta wytrwale nurkując.



 No dobrze, ale Ania po co ty te gatunki tak wymieniasz nam, przecież są znane wszystkim. Na razie są znane, ale już niedługo może się to zmienić. Wpływ zmian klimatu ma katastrofalne skutki na populacje różnych ptaków. Niestety na zmiany klimatyczne narażone są te gatunki ptaków, które najdalej migrują. Czyli jak nie trudno się domyślić większość z 30 gatunków ptaków Bałtyku. Niestety gatunki te stykają się ze zmianami klimatycznymi wzdłuż całych tras swoich wędrówek, rozciągających się często nawet na dwa kontynenty. Z jednej strony korzystają na ciepłym lecie w Europie, z drugiej strony są uzależnione od warunków jakie zastaną na zimowiskach w Afryce. Gatunki zaadoptowane do zimniejszych regionów Europy stają się niestety przez to coraz mniej liczne. 
Czy wyobrażacie sobie, że spacerujecie jakąś nadmorską uliczką, a tam ani jednej mewy nie ma?  Ja nie mogę sobie tego wyobrazić, ponieważ ptaki są nieodłącznym elementem eko-systemu Bałtyku i nie możemy dopuścić do tego, że już ich nad morzem nie spotkamy!

Nastraszyłam was trochę, jednak to jest tylko jeden punkt widzenia. Teraz przypuśćmy, że mewy się rozmnożą, bo wg naukowców ocieplenie klimatu wpłynie korzystnie na ptaki Bałtyku, chodzi tu o to, że nie będą musiały  wędrować gdzieś za granicę. Co więcej, nie tylko możemy mieć wtedy rozkwit ptasich gatunków nad Bałtykiem, ale co dość zaskakujące może być tak, że wielu przybyszy z innych krajów, również postanowi zrobić sobie z Bałtyku nowy przytulny dom zacznie wypierać nasze rodzime gatunki. 

Ale to nie inne gatunki są najbardziej niebezpieczne dla naszych ptaków, a my sami. Główne zagrożenia dotyczą ciągłego przekształcania przez człowieka ich naturalnych terenów i niszczenie miejsc do ich gniazdowania. Jednak żeby was pocieszyć, że nie tylko my i im szkodzimy to: innymi zagrożeniami dla ptaków są nagłe wahania poziomu wód w Bałtyku.W przypadku nagłego przyboru wody może dojść do zalania lęgów. 
Niestety to nie koniec tej wyliczanki, ponieważ ocieplenie klimatu nie pozostanie bez wpływu na życie w Bałtyku. Głównie na ilość tlenu w wodzie, ponieważ im większa temperatura, tym mniej tlenu się rozpuszcza, oraz zanieczyszczenie samej wody i zakwity glonów. Co ma brak tlenu do ptaków? To, że przy takim trendzie wzrostu zmian klimatu jaki utrzymuje się ostatnimy czasy ilość gatunków ryb w naszym akwenie może zmniejszyć się aż o 40%, co jest prawdziwą tragedią dla ptaków dla których ryby są głównym pożywieniem. 

Share: